Jak uwierzyć w siebie i zwiększyć pewność siebie?

Pierwszy rok studiów psychologicznych, zajęcia z wystąpień publicznych. Miałem wygłosić 10-minutową prezentację. Proste, prawda? A jednak, kiedy stanąłem przed grupą, stało się coś strasznego.

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Serce waliło mi w piersi tak głośno, że byłem pewien, że wszyscy je słyszą. W głowie miałem absolutną pustkę. Zapomniałem tematu, zapomniałem, jak się nazywam. Stałem tam, czerwony jak burak, i walczyłem, żeby się nie rozpłakać. W końcu wydukałem: „Przepraszam, nie dam rady” i wybiegłem z sali.

To było jedno z najbardziej upokarzających doświadczeń w moim życiu. Czułem się beznadziejny. Ten wszechogarniający głos w mojej głowie, który towarzyszył mi przez większość lat szkolnych, teraz krzyczał: „No i widzisz? Mówiłem, że się nie nadajesz. Jesteś do niczego”.

Spotkałem setki młodych ludzi, którzy przeżywają dokładnie to samo. Uczniów, którzy nie podnoszą ręki, choć znają odpowiedź. Studentów, którzy rezygnują ze swoich marzeń, bo boją się, że „nie dadzą rady”. Ludzi sparaliżowanych strachem przed oceną, przed porażką, przed byciem sobą.

Brak wiary w siebie to jedna z najcięższych kotwic, jakie ciągniemy za sobą w życiu. To filtr, przez który postrzegamy świat – filtr, który przyciemnia nasze sukcesy i wyolbrzymia porażki.

Jeśli czujesz, że ten problem dotyczy Ciebie; jeśli masz dość tego cichego głosu, który podcina Ci skrzydła; jeśli chcesz w końcu poczuć się dobrze sam ze sobą, ale nie wiesz, od czego zacząć – ten artykuł jest dla Ciebie.

Nie sprzedam Ci „5 magicznych trików”, po których obudzisz się super-bohaterem. Wiara w siebie to nie jest przełącznik. To jest mięsień. A ja, jako Twój przewodnik, pokażę Ci, jak go trenować – w oparciu o rzetelną psychologię, neurobiologię i sprawdzone strategie. To proces, ale absolutnie wykonalny.

Dlaczego w siebie nie wierzysz? Zrozumienie korzeni niskiej samooceny

Zanim zaczniemy budować, musimy zrozumieść, co właściwie zburzyło Twoją pewność siebie. Rzadko kiedy rodzimy się bez niej. Znacznie częściej jest ona systematycznie demontowana, kawałek po kawałku.

Większość ludzi, z którymi pracuję, nie potrafi wskazać jednego momentu. To raczej tysiące małych chwil, które ułożyły się w krzywdzący obraz samego siebie.

Głos Wewnętrznego Krytyka: Twój osobisty hejter

Masz go. Ja go mam. Wszyscy go mamy. To ten głos w głowie, który komentuje wszystko, co robisz. „Znowu błąd”, „Ale głupio to powiedziałeś”, „Nawet nie próbuj, i tak ci się nie uda”, „Wszyscy są lepsi od ciebie”.

Ten głos to nic innego jak zinternalizowane (czyli „wzięte do siebie”) krytyczne komunikaty, które słyszałeś w przeszłości. To może być głos zbyt wymagającego rodzica, sarkastycznego nauczyciela, dokuczliwych rówieśników. Twój mózg nagrał te „taśmy” i teraz odtwarza je na okrągło, wierząc, że to Twój własny, obiektywny osąd. To nieprawda. To tylko nawyk myślowy.

Pułapka porównań: Toksyczny wpływ mediów społecznościowych

Mój gabinet jest pełen młodych ludzi przekonanych, że ich życie jest porażką. Dlaczego? Bo przez dwie godziny dziennie scrollują Instagrama lub TikToka, oglądając starannie wyselekcjonowane, przefiltrowane „idealne” życia innych. Idealne ciała, idealne wakacje, idealne związki, idealne oceny.

Psychologia nazywa to teorią porównań społecznych. Nasz mózg ma biologiczną tendencję do porównywania się z innymi, by ocenić swoją pozycję w „stadzie”. Kiedyś porównywaliśmy się do ludzi z naszej klasy czy podwórka. Dziś porównujemy się do 8 miliardów ludzi, a właściwie do ich fałszywych, wykreowanych awatarów.

Twój mózg nie widzi kulisów – nie widzi setek nieudanych zdjęć, porażek, łez, kompleksów. Widzi tylko efekt końcowy i wyciąga wniosek: „Ze mną jest coś nie tak”.

„Nabyte” przekonania i etykiety

„Zdolny, ale leń”. „Jesteś taka nieśmiała”. „Matematyka nigdy nie była twoją mocną stroną”.

Słowa mają moc. Szczególnie te słyszane od autorytetów (rodziców, nauczycieli), gdy byliśmy mali. Dziecięcy mózg chłonie je bezkrytycznie. Jeśli wystarczająco często słyszysz, że „jesteś leniwy”, zaczynasz w to wierzyć. To staje się samospełniającą się przepowiednią. Po co masz się starać, skoro i tak „jesteś leniwy”? Te etykiety stają się częścią Twojej tożsamości i fundamentem niskiej samooceny.

Strach przed porażką i paraliżujący perfekcjonizm

Wielu uczniów myli perfekcjonizm z wysokimi ambicjami. To błąd. Wysokie ambicje motywują do działania. Perfekcjonizm paraliżuje.

Perfekcjonizm to nie jest dążenie do bycia świetnym. To jest paniczny lęk przed byciem uznanym za niewystarczającego. To głos, który mówi: „Jeśli nie mogę zrobić tego idealnie na 100%, to lepiej nie robić tego wcale”.

Taki uczeń woli nie oddać wypracowania, niż oddać je na „czwórkę”. Woli nie zgłosić się do projektu, niż ryzykować, że popełni błąd. Każda potencjalna porażka jest traktowana nie jako lekcja, ale jako ostateczny dowód na własną beznadziejność.

Zobacz również:  Jak się uczyć szybko, czyli co zrobić, żeby mieć więcej wolnego czasu?

Pewność siebie vs. Poczucie własnej wartości: Kluczowe rozróżnienie

OK, skoro wiemy, co nas blokuje, wyjaśnijmy, co chcemy zbudować. Bardzo często mylimy dwa pojęcia, które są kluczowe dla zrozumienia siebie.

Poczucie własnej wartości (Samoocena)

To jest fundament. To Twoje głębokie, wewnętrzne i bezwarunkowe przekonanie o tym, że jesteś wartościowym człowiekiem. Po prostu. Nie dlatego, że masz dobre oceny, ładnie wyglądasz czy masz wielu znajomych. Jesteś wartościowy, bo jesteś. Kropka. To jest Twoja baza, Twoje „prawo do istnienia”.

Pewność siebie (Samoskuteczność)

To jest coś zupełnie innego. To Twoja wiara we własne umiejętności w konkretnej dziedzinie. Jest warunkowa i zmienna. Możesz mieć bardzo wysoką pewność siebie w grach komputerowych, a zerową w tańcu. Możesz być pewny siebie na matematyce, a sparaliżowany na lekcji WF-u.

Dlaczego to rozróżnienie jest tak ważne?

Bo wielu ludzi próbuje budować poczucie własnej wartości na kruchym fundamencie pewności siebie. Myślą: „Jak będę miał same szóstki, będę wartościowy”. „Jak schudnę, będę wartościowy”. „Jak zdam na medycynę, będę wartościowy”.

To pułapka. Co się stanie, gdy powinie Ci się noga? Gdy dostaniesz „dwóję”? Gdy nie dostaniesz się na studia? Czy to znaczy, że przestajesz być wartościowy? Absolutnie nie.

Nasz cel jest podwójny:

  1. Zbudować solidne, niezniszczalne poczucie własnej wartości („Jestem OK bez względu na wszystko”).
  2. Budować pewność siebie w konkretnych obszarach (nauce, relacjach, sporcie) poprzez działanie i zdobywanie kompetencji.

Jedno wspiera drugie. Gdy masz stabilne poczucie własnej wartości, porażka (np. słaba ocena) nie niszczy Cię – traktujesz ją jako problem do rozwiązania („OK, muszę się więcej pouczyć z tego działu”), a nie jako dowód na swoją beznadziejność.

Mózg na Twoją korzyść: Jak neuroplastyczność buduje wiarę w siebie

Chcę Ci teraz powiedzieć o najważniejszej rzeczy, jaką odkryła współczesna neurobiologia. O koncepcji, która daje absolutną nadzieję. To neuroplastyczność.

Przez dekady wierzono, że mózg rozwija się tylko w dzieciństwie, a potem jest już „ustawiony na stałe”. Dziś wiemy, że to bzdura. Twój mózg jest jak plastelina – zmienia się i adaptuje przez całe życie w odpowiedzi na Twoje doświadczenia, myśli i działania.

Co to oznacza dla Ciebie?

To, że brak wiary w siebie nie jest Twoją cechą stałą. To jest wyuczony wzorzec myślowy. To ścieżka w Twoim mózgu, która była tak często używana (np. myślenie „jestem do niczego”), że stała się autostradą. Twój mózg domyślnie wybiera tę drogę.

Ale dzięki neuroplastyczności, możesz budować nowe ścieżki. Każda nowa, wspierająca myśl, każde małe działanie podjęte pomimo strachu, to jak przecieranie nowego szlaku w dżungli. Na początku jest trudno. Ale im częściej będziesz używać tej nowej ścieżki (np. „popełniłem błąd, ale to okazja do nauki”), tym stanie się ona szersza i szybsza. A stara autostrada „jestem do niczego” zacznie powoli zarastać.

Słynne powiedzenie neurobiologa Donalda Hebba mówi: „Neurony, które odpalają razem, łączą się razem” (Neurons that fire together, wire together).

Ty decydujesz, które neurony mają razem odpalać. Wiara w siebie to nie coś, co masz lub nie. To coś, co robisz. To umiejętność, którą możesz wytrenować.

A oto Twój plan treningowy.

Filar 1: Zdemaskuj swojego Wewnętrznego Krytyka (Praca z myślami)

Nie zbudujesz niczego trwałego, jeśli najpierw nie posprzątasz gruzów. Naszym gruzem są automatyczne, negatywne myśli. Wykorzystamy tu proste narzędzia terapii poznawczo-behawioralnej (CBT), która jest jedną z najskuteczniejszych metod pracy nad zmianą myślenia.

Twój Wewnętrzny Krytyk jest mistrzem zniekształceń poznawczych – czyli sposobów, w jakie Twój mózg kłamie sam sobie.

Przykłady zniekształceń?

  • Myślenie „Wszystko albo nic” (czarno-białe): „Dostałem 4+, to znaczy, że zawaliłem. Jestem beznadziejny”. (Nie ma nic pomiędzy „idealnie” a „totalna porażka”).
  • Katastrofizacja: „Na pewno obleję ten sprawdzian, nie zdam do następnej klasy i wyląduję na bruku”. (Przewidywanie najgorszego scenariusza).
  • Filtr mentalny: Dostałeś 5 pochwał i 1 uwagę krytyczną. O czym myślisz przez resztę dnia? Oczywiście o tej jednej uwadze.
  • Etykietowanie: „Popełniłem błąd” -> „Jestem głupi”.

Jak z tym walczyć? Stosując metodę 3xZ:

Krok 1: Złap (Zauważ) myśl

Nie możesz zmienić czegoś, czego nie jesteś świadomy. Musisz stać się detektywem własnych myśli. Kiedy czujesz nagły spadek nastroju (smutek, lęk, złość), zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: „Co ja właśnie pomyślałem? Co powiedział mi mój Wewnętrzny Krytyk?”.

Na początku to trudne, bo te myśli są błyskawiczne. Ale z czasem staniesz się w tym mistrzem. Pomocne jest zapisywanie tego, np. w notatniku w telefonie.

Krok 2: Zbadaj (Zakwestionuj) myśl

Kiedy już „złapałeś” myśl (np. „Wszyscy w klasie są mądrzejsi ode mnie”), czas ją przesłuchać. Nie przyjmuj jej za pewnik. Zadaj jej trudne pytania:

  • Jaki mam dowód na to, że ta myśl jest w 100% prawdziwa? („Wszyscy”? Czy znam wyniki badań IQ całej klasy? Nie. Może Ania jest lepsza z matmy, ale ja jestem lepszy z polskiego).
  • A jaki mam dowód, że jest nieprawdziwa? (Przecież ostatnio dostałem 5 z biologii. Nauczyciel pochwalił mój projekt).
  • Czy to jest fakt, czy tylko moja opinia/interpretacja? (To jest opinia, napędzana moim lękiem).
  • Co bym powiedział mojemu najlepszemu przyjacielowi, gdyby tak o sobie pomyślał? (Na pewno nie „Tak, jesteś głupi”. Raczej: „Stary, przestań. Jesteś inteligentny, tylko masz gorszy dzień”).
  • Jaki jest najbardziej realistyczny, zrównoważony scenariusz? (Prawdopodobnie jestem przeciętnie inteligentny, jak większość ludzi, z mocnymi i słabymi stronami).
Zobacz również:  Jak zachęcić dziecko do nauki szkolnej?

Krok 3: Zmień (Zastąp) myśl

Po przesłuchaniu, zastąp toksyczną myśl nową – bardziej realistyczną, zrównoważoną i wspierającą.

  • Zamiast: „Jestem beznadziejny, nigdy się tego nie nauczę”.
  • Spróbuj: „To jest trudny materiał. Czuję frustrację, ale to normalne. Muszę znaleźć inny sposób, żeby to zrozumieć. To, że teraz mi nie idzie, nie znaczy, że nigdy się nie nauczę”.

To nie jest „pozytywne myślenie” w stylu „jestem zwycięzcą!”. To jest myślenie realistyczne. To jest samowspółczucie w działaniu.

Filar 2: Siła małych kroków (Praca z działaniem)

Samo myślenie nie wystarczy. Możesz przeczytać wszystkie poradniki świata, ale pewności siebie nie buduje się na kanapie. Pewność siebie jest skutkiem ubocznym działania.

Tutaj wchodzi kluczowa koncepcja samoskuteczności (self-efficacy), którą opisał psycholog Albert Bandura. To Twoje przekonanie, że potrafisz poradzić sobie z wyzwaniem i osiągnąć cel. A jak je budować? Przez zdobywanie doświadczeń mistrzowskich (mastery experiences). Czyli, mówiąc prościej: przez robienie rzeczy.

Zasada „Wygrywalnych Wyzwań”

Twój Wewnętrzny Krytyk mówi: „Nawet nie próbuj, bo zawalisz”. Ty musisz mu udowodnić, że się myli. Ale nie porywaj się z motyką na słońce. Jeśli masz lęk przed wystąpieniami, nie zapisuj się jutro na finał „Mam Talent”.

Zacznij od małych, wygrywalnych wyzwań.

  • Brak pewności w nauce? Cel: „Nie nauczę się całej fizyki w weekend”. Cel: „Zrobię dziś 3 zadania z fizyki i sprawdzę odpowiedzi”.
  • Nieśmiałość? Cel: „Nie zagadam do 10 obcych osób”. Cel: „Uśmiechnę się dziś do jednej osoby w szkole” albo „Zadam jedno pytanie na lekcji”.

Chodzi o to, by dać swojemu mózgowi małą dawkę sukcesu.

Celebruj proces i wysiłek, nie tylko wynik

W naszym systemie edukacji liczy się tylko ocena końcowa. To błąd. Musisz nauczyć swój mózg nagradzać się za coś innego.

Z pomocą przychodzi neurobiologia. Za motywację i nagrodę odpowiada w mózgu neuroprzekaźnik – dopamina. Okazuje się, że dopamina nie jest uwalniana tylko po osiągnięciu celu, ale także w trakcie dążenia do niego, gdy czujemy, że robimy postępy.

Musisz świadomie hakować ten system.

Uczyłeś się przez godzinę, chociaż Ci się nie chciało? Świetna robota. Powiedz to sobie na głos. To Twój sukces. Zrobiłeś 3 zadania? Doskonale. Czujesz się dumny z wysiłku, jaki w to włożyłeś, niezależnie od tego, czy były idealnie zrobione.

Kiedy zaczniesz doceniać wysiłek, przestaniesz bać się porażek. Porażka stanie się tylko informacją zwrotną w procesie, a nie końcem świata.

Prowadź „Dziennik Dowodów” (lub „Słoik Sukcesów”)

Twój mózg ma „skrzywienie negatywne” – pamięta porażki 10x mocniej niż sukcesy. Musisz mu aktywnie przeciwdziałać.

Załóż notatnik (albo postaw słoik). Każdego wieczoru zapisz 3 małe rzeczy, które Ci się udały, które zrobiłeś dobrze, z których jesteś dumny.

  • „Pomogłem mamie z zakupami”.
  • „Zgłosiłem się na polskim, mimo że się bałem”.
  • „Poszedłem na spacer, chociaż chciałem leżeć w łóżku”.

To mogą być drobiazgi. Chodzi o to, byś fizycznie zobaczył dowody na to, że nie jesteś beznadziejny. Gdy przyjdzie kryzys, czytasz ten dziennik. To jest Twoja amunicja przeciwko Wewnętrznemu Krytykowi.

Filar 3: Wcielona pewność siebie (Praca z ciałem)

Twój umysł i ciało to jeden system. Nie możesz czuć się pewnie, jeśli Twoje ciało komunikuje strach. Jeśli idziesz zgarbiony, ze spuszczoną głową i płytkim oddechem, Twój mózg dostaje sygnał: „Jesteśmy zagrożeni, trzeba się schować”.

Możesz użyć swojego ciała, by „oszukać” mózg i wpłynąć na swoje samopoczucie.

Postawa siły (Power Posing)

Psycholog społeczna Amy Cuddy badała, jak postawa ciała wpływa na nasze hormony i samopoczucie. Odkryła, że przyjęcie „pozycji siły” (wyprostowana sylwetka, ręce na biodrach, podniesiona głowa, zajmowanie przestrzeni) nawet na dwie minuty potrafi obniżyć poziom kortyzolu (hormonu stresu) i podnieść poziom testosteronu (powiązanego z pewnością siebie).

Nie musisz robić tego publicznie. Przed stresującym sprawdzianem czy prezentacją, idź do toalety i stań na dwie minuty w pozycji „Wonder Woman”. Wyprostuj się. Weź głęboki oddech. Fizycznie „wciel” pewność siebie. To działa. Twoja fizjologia wpływa na Twoją psychologię. „Fake it ’til you become it” (Udawaj, aż się tym staniesz).

Oddech jako kotwica

Gdy się boisz, Twój oddech staje się szybki i płytki. To aktywuje układ współczulny (reakcja „walcz lub uciekaj”) i Twoje spanikowane ciało migdałowate. Racjonalna kora przedczołowa jest odcinana.

Zobacz również:  Czy dorosły może nauczyć się języka jak dziecko? Prawdy i mity

Musisz odwrócić ten proces. Powolny, głęboki oddech (szczególnie dłuższy wydech) aktywuje nerw błędny i układ przywspółczulny (hamulec). To wysyła do mózgu sygnał: „Wszystko jest OK, zagrożenie minęło”.

Technika? Oddech 4-7-8.

  1. Wdech przez nos, licząc do 4.
  2. Wstrzymaj oddech, licząc do 7.
  3. Powolny wydech przez usta, licząc do 8.Powtórz 3-4 razy. Poczujesz natychmiastową różnicę.

Absolutne podstawy: Sen, ruch i odżywianie

Nie zbudujesz stabilnej pewności siebie, jeśli będziesz chronicznie niewyspany i źle odżywiony.

  • Sen: To wtedy mózg się regeneruje, konsoliduje wspomnienia i reguluje emocje. Niewyspany mózg to mózg nadreaktywny, lękowy i pesymistyczny. 7-9 godzin to absolutna konieczność dla zdrowia psychicznego.
  • Ruch: Chociażby 30-minutowy spacer. Ruch spala nadmiarowy kortyzol (stres) i uwalnia endorfiny (hormony szczęścia). To najlepszy naturalny antydepresant i środek przeciwlękowy.

Filar 4: Budowanie granic i samoakceptacja (Praca z relacjami)

Jesteśmy istotami społecznymi. Twoja pewność siebie jest ściśle związana z tym, jak funkcjonujesz w relacjach.

Asertywność: Grzeczne „Nie” dla innych, głośne „Tak” dla siebie

Ludzie z niską samooceną często stają się „zadowalaczami” (people pleasers). Boją się odmówić, bo myślą, że jak komuś odmówią, to ten ktoś ich odrzuci. W efekcie godzą się na wszystko, biorą na siebie za dużo, dają się wykorzystywać, a potem czują złość i frustrację.

Asertywność to umiejętność wyrażania swoich potrzeb, opinii i granic w sposób stanowczy, ale pełen szacunku (ani agresywny, ani uległy).

Naucz się mówić „Nie”.

  • „Dziękuję za zaproszenie, ale jestem dziś zmęczony i muszę odpocząć”.
  • „Nie dam rady teraz pomóc ci w lekcjach, bo mam swój plan”.
  • „Nie podoba mi się, gdy tak do mnie mówisz”.

Każde asertywne „Nie” powiedziane komuś, to głośne „Tak” powiedziane samemu sobie. To komunikat dla Twojego mózgu: „Moje potrzeby są ważne”.

Detoks od porównań i toksycznych ludzi

Świadomie zarządzaj tym, co „wpuszczasz” do swojego mózgu.

  • Media społecznościowe: Zrób audyt. Przestań obserwować konta, które sprawiają, że czujesz się gorzej. Zaobserwuj te, które Cię inspirują, uczą, bawią. Twój feed to Twój mentalny ogródek – nie wpuszczaj tam chwastów.
  • Toksyczni ludzie: Zastanów się, czy w Twoim otoczeniu nie ma „wampirów energetycznych” – ludzi, którzy ciągle Cię krytykują, umniejszają Twoje sukcesy, wyśmiewają Twoje marzenia. Musisz ograniczyć z nimi kontakt. Twoja energia psychiczna jest zbyt cenna. Otaczaj się ludźmi, którzy Cię wspierają i przy których możesz być sobą.

Radykalna samoakceptacja

Na koniec najważniejsze. Pewność siebie to nie jest przekonanie: „Jestem idealny”.

To jest przekonanie: „Jestem wystarczający, mimo że nie jestem idealny”.

To jest samoakceptacja. Akceptacja tego, że masz wady, popełniasz błędy, masz gorsze dni. Akceptacja tego, że jesteś człowiekiem. To jest mówienie sobie: „OK, dzisiaj zawaliłem sprawdzian. Czuję się źle. Ale to nie definiuje mnie jako człowieka. Nadal jestem wartościową osobą, która po prostu miała potknięcie”.

Kiedy „domowe sposoby” nie wystarczają?

Chcę być z Tobą absolutnie szczery. Te techniki to potężne narzędzia psychoedukacyjne. Ale czasami Wewnętrzny Krytyk jest tak głośny, a rany z przeszłości tak głębokie, że samodzielna praca to za mało.

Jeśli czujesz, że Twój brak wiary w siebie:

  • Paraliżuje Cię i uniemożliwia normalne funkcjonowanie (chodzenie do szkoły, spotykanie się z ludźmi).
  • Prowadzi do ciągłego lęku, ataków paniki lub głębokiego smutku.
  • Powoduje, że masz myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub myśli samobójcze.

Proszę, nie wahaj się ani sekundy i poproś o profesjonalną pomoc.

To nie jest żaden wstyd. To nie jest oznaka słabości. To jest największy akt odwagi i dbania o siebie. Porozmawiaj z rodzicem, psychologiem szkolnym, pedagogiem. Umów się na wizytę w poradni psychologiczno-pedagogicznej lub do terapeuty. Czasem kilka spotkań ze specjalistą potrafi dać narzędzia i wsparcie, których potrzebujesz, by ruszyć z miejsca.

Wróćmy na chwilę do mojej historii z prezentacją. Tamten dzień był dla mnie koszmarem. Ale był też punktem zwrotnym. Zrozumiałem, że nie chcę, by strach rządził moim życiem.

Zacząłem stosować te wszystkie metody. Krok po kroku. Zgłaszałem się na zajęciach, mimo że serce waliło mi jak młotem (małe wyzwania). Pracowałem nad oddechem (praca z ciałem). Kwestionowałem myśli „jestem beznadziejny” (praca z myślami). Po latach pracy dzisiaj przemawiam do setek ludzi i prowadzę warsztaty. Nadal się czasem stresuję. Ale Wewnętrzny Krytyk już nie siedzi za kierownicą. Siedzi z tyłu i marudzi, ale to ja prowadzę.

Ty też możesz.

Wiara w siebie to nie jest cel, który pewnego dnia osiągniesz i odhaczysz. To jest codzienna praktyka. To świadomy wybór, by być po swojej własnej stronie.

Nie musisz być idealny. Nie musisz być lepszy od innych. Musisz tylko być odrobinę lepszy od siebie z wczoraj. I pamiętać, że zasługujesz na to, by w siebie wierzyć.

Podobne wpisy